Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stambuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stambuł. Pokaż wszystkie posty
8 mar 2010
Stambuł - drewniany, autentyczny...
Parę kroków od naszego hostelu, w stronę przeciwną niż podąża tłum turystów, żyje sobie po cichutku Stambuł prawdziwy, autentyczny, stary, drewniany... W oknach wywieszone pranie, płacz dzieci, szum telewizorów, tłuczenie garnkami, wyrostki z papierosami na ulicy... Wystarczy przejśc przez mostek nad torami kolejowymi, żeby trafić do innego świata. Bardzo nam się ten świat spodobał.
Stambuł - bazary
Jest coś takiego w orientalnych bazarach, że wszystkie towary wystawione tam na sprzedaż są piękne. Potem kupuję coś, przynoszę do domu, ale to coś wyrwane ze swojego kontekstu traci na urodzie!
Tym niemniej, nadal kupuję. Wydaję masę pieniędzy i nie żałuję. Tym razem kupowaliśmy głównie jedzenie: kilogram suszonych pomidorów, dwa kilogramy czarnych oliwek i zielonych o różnych smakach, oliwę z oliwek, przyprawy, herbaty, słodycze...
A czy ktoś wie, jak się nazywa to coś, co leży po lewej stronie? Bardzo smaczne, słodkie. Też to kupiliśmy, ale męczy mnie, że nie wiem, co to jest...
6 mar 2010
Stambuł - Cysterna / Yerebatan
Cysternę poleciła nam Sara, mocno akcentując, że to miejsce wyjątkowe. Gdyby nie to, to nie wiem, czy chciałoby mi sie oglądać zbiornik wody, pewnie wybrałabym jakieś muzeum i poszlibyśmy znów popatrzeć na skarby islamu w gablotkach. Na szczęście, posłuchaliśmy dobrej rady.
Wejście do cysterny jest zupełnie niepozorne, tak niepozorne, że dwukrotnie minęliśmy je nie zauważając go. Z zewnątrz mały niski budyneczek, a pod ziemią... największy starożytny zbiornik wody, zbudowany przez Justyniana w VI wieku. Co najważniejsze, nie było to żadne architektoniczne dzieło sztuki, raczej kunszt myśli inżynieryjnej, budowla o ściśle pragmatycznym charakterze. Może właśnie dlatego jest taka niesamowita. To jakby spoglądanie na starożytnych "od kuchni", podglądanie ich, bo przecież nie to chcieli pokazać potomnym...
Wielkie podziemne pomieszczenie. Półmrok. Wszędzie woda i wilgoć. Sklepienie podtrzymują kolumny, niektóre bardzo efektowne, ale... one nie były budowane dla cysterny. To raczej budowlane odpady, resztki, które zwieziono tutaj, gdzie miały nie zdobić, a służyć podporą. Dlatego ich style są przemieszane, dlatego są one tak niejednolite.
Za największą atrakcję uchodzą Głowy Meduzy - dwa skalne bloki, przywiezione skądś, gdzie nie były już potrzebne i podłożone pod przykrótkie kolumny, jako fundament. Stoją przekręcone, w najodleglejszym miejscu, po wielokroć "odczarowane", pozbawione swojej magicznej siły przemieniania ludzi w kamień.
Zwiedzaniu, czy raczej przechadzaniu się w podziemnym wodnym świecie, towarzyszy muzyka. Ludzkie głosy odbijają sie od skalnych ścian, od sklepienia oraz wody i potęgują wrażenie niesamowitości. Kolumny zostały pięknie podświetlone przez współczesnych, a odbite w wodzie przywołują na myśl... nieskończoność.
Wszędzie pływają ryby. Małe i duże. Zastanawialiśmy się, jakie jest ich życie w podziemnej cysternie. Nie mają naturalnych wrogów, ale i nie mają zbyt wiele radości. Może już nawet straciły wzrok, bo w półmroku nie jest im potrzebny? Dimka marzył, żeby przyjść tu z wędką, a ja chciałam prosić złote rybki o spełnienie moich trzech życzeń.
Wejście do cysterny jest zupełnie niepozorne, tak niepozorne, że dwukrotnie minęliśmy je nie zauważając go. Z zewnątrz mały niski budyneczek, a pod ziemią... największy starożytny zbiornik wody, zbudowany przez Justyniana w VI wieku. Co najważniejsze, nie było to żadne architektoniczne dzieło sztuki, raczej kunszt myśli inżynieryjnej, budowla o ściśle pragmatycznym charakterze. Może właśnie dlatego jest taka niesamowita. To jakby spoglądanie na starożytnych "od kuchni", podglądanie ich, bo przecież nie to chcieli pokazać potomnym...
Wielkie podziemne pomieszczenie. Półmrok. Wszędzie woda i wilgoć. Sklepienie podtrzymują kolumny, niektóre bardzo efektowne, ale... one nie były budowane dla cysterny. To raczej budowlane odpady, resztki, które zwieziono tutaj, gdzie miały nie zdobić, a służyć podporą. Dlatego ich style są przemieszane, dlatego są one tak niejednolite.
Za największą atrakcję uchodzą Głowy Meduzy - dwa skalne bloki, przywiezione skądś, gdzie nie były już potrzebne i podłożone pod przykrótkie kolumny, jako fundament. Stoją przekręcone, w najodleglejszym miejscu, po wielokroć "odczarowane", pozbawione swojej magicznej siły przemieniania ludzi w kamień.
Zwiedzaniu, czy raczej przechadzaniu się w podziemnym wodnym świecie, towarzyszy muzyka. Ludzkie głosy odbijają sie od skalnych ścian, od sklepienia oraz wody i potęgują wrażenie niesamowitości. Kolumny zostały pięknie podświetlone przez współczesnych, a odbite w wodzie przywołują na myśl... nieskończoność.
Wszędzie pływają ryby. Małe i duże. Zastanawialiśmy się, jakie jest ich życie w podziemnej cysternie. Nie mają naturalnych wrogów, ale i nie mają zbyt wiele radości. Może już nawet straciły wzrok, bo w półmroku nie jest im potrzebny? Dimka marzył, żeby przyjść tu z wędką, a ja chciałam prosić złote rybki o spełnienie moich trzech życzeń.
4 mar 2010
Stambuł - harem: wielkie rozczarowanie
Harem, miejsce otoczone aurą tajemniczości i mętnymi, acz ponętnymi legendami o przepychu i rozkoszach wśród których żyły sułtańskie nałożnice, mieści się w Pałacu Topkapi. Pałac został zbudowany tuż po zdobyciu przez Turków Konstantynopola i funkcjonował do połowy XIX wieku. Zajmuje bardzo dużą powierzchnię i trzema bramami oraz trzema dziedzińcami oddzielał władcę od ludu.
Przy pierwszej bramie kupiliśmy drogie bilety wstępu. (Kultura w Stambule jest nieproporcjonalnie droga w stosunku do wszystkiego innego, czyli zupełnie odwrotnie niż w Moskwie). Z tymi biletami mogliśmy połazić po parkowych alejkach, które zadawały kłam środkowoeuropejskiemu kalendarzowi, w niczym nie przypominając parkowych alejek w lutym, moglismy też trochę pozwiedzać: trzy ciemne sale z podświetlonymi gablotami pełnymi skarbów, w których był taki tłum, że skarbów nie było praktycznie widać oraz przejść się przeszklonym korytarzykiem, za którym widać było Salę Audiencji i relikwie islamu. Tam też był tłumek, zresztą w większości rosyjskojęzyczny.
My chcieliśmy zobaczyć harem. Dlatego, że wszyscy o tym haremie mówili, zachwycali się, dlatego, że to turystyczny mus. No i czy jeszcze trafi się nam kiedyś okazja obejrzeć jakiś harem? Poszliśmy więc... kupić kolejny bilet. Turcy mają głowę do interesów.
Było... skromnie. Gdzie ten orientalny przepych? Sale były zimne i ponure, co ciekawsze obiekty były odgrodzone od zwiedzających, właściwie kolejne pomieszczenia niewiele sie od siebie różniły. Ich przeznaczenie trudne było do odgadnięcia, bo wszystkie wyglądały jednakowo i były niemal całkowicie pozbawione jakiegokolwiek umeblowania. Dużo było interesujących mozaik, nawet kilka malowideł w bardzo europejskim stylu, których bym się w tym miejscu nie spodziewała, ale... to nie było to.
A tak miały wyglądać mieszkanki tego przybytku:
Przy pierwszej bramie kupiliśmy drogie bilety wstępu. (Kultura w Stambule jest nieproporcjonalnie droga w stosunku do wszystkiego innego, czyli zupełnie odwrotnie niż w Moskwie). Z tymi biletami mogliśmy połazić po parkowych alejkach, które zadawały kłam środkowoeuropejskiemu kalendarzowi, w niczym nie przypominając parkowych alejek w lutym, moglismy też trochę pozwiedzać: trzy ciemne sale z podświetlonymi gablotami pełnymi skarbów, w których był taki tłum, że skarbów nie było praktycznie widać oraz przejść się przeszklonym korytarzykiem, za którym widać było Salę Audiencji i relikwie islamu. Tam też był tłumek, zresztą w większości rosyjskojęzyczny.
My chcieliśmy zobaczyć harem. Dlatego, że wszyscy o tym haremie mówili, zachwycali się, dlatego, że to turystyczny mus. No i czy jeszcze trafi się nam kiedyś okazja obejrzeć jakiś harem? Poszliśmy więc... kupić kolejny bilet. Turcy mają głowę do interesów.
Było... skromnie. Gdzie ten orientalny przepych? Sale były zimne i ponure, co ciekawsze obiekty były odgrodzone od zwiedzających, właściwie kolejne pomieszczenia niewiele sie od siebie różniły. Ich przeznaczenie trudne było do odgadnięcia, bo wszystkie wyglądały jednakowo i były niemal całkowicie pozbawione jakiegokolwiek umeblowania. Dużo było interesujących mozaik, nawet kilka malowideł w bardzo europejskim stylu, których bym się w tym miejscu nie spodziewała, ale... to nie było to.
A tak miały wyglądać mieszkanki tego przybytku:
Na koniec perełka. Wszędzie można znaleźć coś naprawdę ciekawego, nawet w haremie. Oto haremowa ubikacja, oczywiście, zabytkowa:
A żeby nie powstało wrażenie, że jestem malkontentką, to dodam, że następnego dnia byliśmy w starożytnej, podziemnej Cysternie i to była prawdziwa rewelacja! O tym będzie w następnym poście :)
3 mar 2010
Stambuł - Caviar Center
Nie tylko, że przez cały czas pobytu w Stambule otoczeni byliśmy przez tłumy Rosjan, to jeszcze na tureckich bazarach sprzedawany był... kawior!
Ale uwaga, sprytni tureccy sprzedawcy zastawili pułapkę na obcokrajowców (nie-Rosjan) i biorą bajońskie sumy za to, co w Moskwie kosztuje równowartość 3 złotych: niesmaczny "produkt kawioropodobny". Oczywiście, wciskają przy tym kity, że to ten najprawdziwszy.
Dimka nie mógł uwierzyć własnym oczom. Do tej pory nie wiemy, czy sprzedawca padł ofiarą swojego dostawcy, czy też z pełną świadomością sprzedawał podróbę jako oryginał, w każdym razie długo mówił, że "wie, co sprzedaje". A później zmienił strategię: "Masz pieniądze? Sprzedam ci prawdziwy kawior, półtora tysiąca euro za kilogram".
Ale uwaga, sprytni tureccy sprzedawcy zastawili pułapkę na obcokrajowców (nie-Rosjan) i biorą bajońskie sumy za to, co w Moskwie kosztuje równowartość 3 złotych: niesmaczny "produkt kawioropodobny". Oczywiście, wciskają przy tym kity, że to ten najprawdziwszy.
Dimka nie mógł uwierzyć własnym oczom. Do tej pory nie wiemy, czy sprzedawca padł ofiarą swojego dostawcy, czy też z pełną świadomością sprzedawał podróbę jako oryginał, w każdym razie długo mówił, że "wie, co sprzedaje". A później zmienił strategię: "Masz pieniądze? Sprzedam ci prawdziwy kawior, półtora tysiąca euro za kilogram".
1 mar 2010
Stambuł - koty
W Stambule co krok, to kot. Muzułmanie odnoszą się wobec kotów dobrze (prorok Mahomet miał swojego kota), a niechętnie, czy nawet wrogo wobec psów (bo psy porgyzły Proroka). Na szczęście w Stambule dobrze traktowane są i jedne, i drugie. Wałęsające się psy mają często chipy w uszach, niestety nie wiem, czy to znaczy, że do kogoś należą, czy może to sposób znaczenia psów "miejskich". Chyba jednak to pierwsze. A koty... są inne niż nasze. W Tunezji widziałam koty, które wyglądały jak sfinksy i miały trójkątne pyszczki. A koty tureckie miały w większości pełne buzie i skośne oczy oraz tochę dłuższą niż nasze dachowce sierść. I jak wszystkie koty świata były urocze!
Ten gość wołał nas na śniadanie:
Ten pilnował muzeum:
Te koty czekały na otwarcie restauracji:
A ten kotek spostrzegł, że jest fotografowany:
Nocne kocie rozmowy:
Wyżerka. Przyłapani na gorącym uczynku:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

