... to żaden problem. Mieliśmy ze sobą dobrze wyposażoną apteczkę, z której wcale nie korzystaliśmy. Przydał się tylko krem od słońca (nam wszystkim). Sofka miała codziennie tyle wrażeń, że sen i apetyt stale dopisywały. Jedzenia dla niej trochę wzięliśmy ze sobą, a trochę kupiliśmy na miejscu. Sofka przede wszystkim jadła z nami. Nauczyła się pić ze słomki (sok kokosowy) i jeść pałeczkami (nieudolnie, ale z zapałem). Jadła wszystko to, co my, ponieważ ani razu nie trafiliśmy na żadne ostre danie, a wszystko było świeże i smaczne.
Azjaci kochają dzieci, a obok białego dziecka nie umieją przejść spokojnie. Dotknąć rączki, albo nóżki, zagadać, przytulić, wziąć na ręce, podkarmić, a przede wszystkim – sfotografować. Podobizna Sofki gości pewnie na dziesiątkach blogów, w albumach i w telefonach. Każdy spacer, każde wyjście do restauracji, każdy lot samolotem kończyły się nieodmiennie tym, że Sofka siedziała na rękach u obcych ludzi - i wszyscy byli absolutnie szczęśliwi.
Gdyby nie Sofka, to nie nawiązalibyśmy tylu – przelotnych, ale zawsze – znajomości. Nie byłoby tysiąca rozmów, uśmiechów, zachwytów, nie byłoby wielu cennych momentów, które tak bardzo wzbogaciły naszą podróż. Bo Sofka wcale nas nie ograniczała, ale na odwrót – otwierała przed nami nowe możliwości i nowe doświadczenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sofka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sofka. Pokaż wszystkie posty
1 lut 2012
11 lis 2011
1 urodziny Sofki
Wczoraj Sofka skończyła rok! Był tort z jedną świeczką, napis С днем рождения! zawieszony na ścianie, prezenty i wróżba :) Spośród książki, atlasu świata, kieliszka, gipsu artystycznego i portfela Sofka zdecydowanym ruchem wychwyciła gips i nie oddawała przez kolejne pół godziny. Zatem mamy w domu małą artystkę. Alternatywą dla wybranego przez nas zawodu dla Sofki - fizyk jądrowy - od początku był balet, chyba mieliśmy jakieś przeczucie ;)
Pogoda nie dopisała (po listopadzie można się było tego spodziewać), więc zamiast spaceru po Parku Woroncowskim zrobiliśmy szybki bieg po okolicznych placach zabaw, sesję fotograficzną i do domu! Ale dla Sofki i tak dzień był pełen wrażeń, a wieczorem dostała prezenty: domek, w którym od razu się schowała, drewniane klocki i Пластилиновую Книгу.
A ode mnie i Dimuhy Sofulka dostała "kapsułę czasu" - pomysł, który ściągnęłam z internetu: pudełko z pamiątkami związanymi z jej narodzinami, z pierwszym rokiem życia. I listy, które napisalliśmy do dorosłej Sofki. Kiedy skończy 18 lat i otworzy "kapsułę" to będzie miała najprawdziwszą podróż w czasie!
Trudno jest zorganizować 1 urodziny dziecka. Nie wiadomo dla kogo one są tak naprawdę: dla dziecka, rodziców czy rodziny. Staraliśmy się pogodzić potrzeby wszystkich (niestety, moi rodzice byli obecni duchem, ale nie ciałem) i mam wrażenie, że się nam udało. Podwójnie trudno jest z jesienno-zimowymi dziećmi, bo odpadają szaleństwa na świeżym powietrzu. Towarzystwo innych dzieci to też dla roczniaka żadna radość. Ale Sofka miała uciechę, bo była w tym dniu najważniejsza. I o to chodziło!
Pogoda nie dopisała (po listopadzie można się było tego spodziewać), więc zamiast spaceru po Parku Woroncowskim zrobiliśmy szybki bieg po okolicznych placach zabaw, sesję fotograficzną i do domu! Ale dla Sofki i tak dzień był pełen wrażeń, a wieczorem dostała prezenty: domek, w którym od razu się schowała, drewniane klocki i Пластилиновую Книгу.
A ode mnie i Dimuhy Sofulka dostała "kapsułę czasu" - pomysł, który ściągnęłam z internetu: pudełko z pamiątkami związanymi z jej narodzinami, z pierwszym rokiem życia. I listy, które napisalliśmy do dorosłej Sofki. Kiedy skończy 18 lat i otworzy "kapsułę" to będzie miała najprawdziwszą podróż w czasie!
Trudno jest zorganizować 1 urodziny dziecka. Nie wiadomo dla kogo one są tak naprawdę: dla dziecka, rodziców czy rodziny. Staraliśmy się pogodzić potrzeby wszystkich (niestety, moi rodzice byli obecni duchem, ale nie ciałem) i mam wrażenie, że się nam udało. Podwójnie trudno jest z jesienno-zimowymi dziećmi, bo odpadają szaleństwa na świeżym powietrzu. Towarzystwo innych dzieci to też dla roczniaka żadna radość. Ale Sofka miała uciechę, bo była w tym dniu najważniejsza. I o to chodziło!
31 sie 2011
26 lip 2011
18 lip 2011
Mól książkowy
Rośnie nam mól książkowy, albo - jak kto woli - книжный червь:
Sofka ma na razie kolekcję pięciu książeczek dla naj-naj-najmłodszych i lubi je przeglądać. Książki są atrakcyjne, mają dziurki, przez które można zaglądać na kolejną stronę, okienka do otwierania, wydają odgłosy, no i mają ciekawe obrazki. Z jedną można się kąpać, a do innej przytulać.
Szczególnie warta polecenia wydaje mi się seria "Кто это там" wydawnictwa Лабиринт:
A Dimka kupił kolejne dwadzieścia tomów z serii detektywistycznej "Лекарство от скуки". I połyka je. A ja... hmm... czytam "Bioetykę i dziennikarstwo", "Koniec człowieka", "Bio-władzę w epoce biotechnologii" i choć w nich też ludzie umierają, to nikt nie rozwiązuje żadnych zagadek.
Sofka ma na razie kolekcję pięciu książeczek dla naj-naj-najmłodszych i lubi je przeglądać. Książki są atrakcyjne, mają dziurki, przez które można zaglądać na kolejną stronę, okienka do otwierania, wydają odgłosy, no i mają ciekawe obrazki. Z jedną można się kąpać, a do innej przytulać.
Szczególnie warta polecenia wydaje mi się seria "Кто это там" wydawnictwa Лабиринт:
A Dimka kupił kolejne dwadzieścia tomów z serii detektywistycznej "Лекарство от скуки". I połyka je. A ja... hmm... czytam "Bioetykę i dziennikarstwo", "Koniec człowieka", "Bio-władzę w epoce biotechnologii" i choć w nich też ludzie umierają, to nikt nie rozwiązuje żadnych zagadek.
21 cze 2011
Zmagania
mmma-ma-ma-ba-bbba-ba-daa-daa-da-tttta-ta-ta-brrrr.... mmma-ma-maaa-ba-bbbaa-baa-daa-da-taa-ta-brrrrr....
8 maj 2011
Sofka podróżniczka
Sofka jest już małym podróznikiem. W szóstym miesiącu życia pokonała trasę Moskwa-Kaliningrad-Warszawa-Praga-Warszawa, a w perspektywie jest jeszcze wyjazd do Niemiec. Nawet mielismy pomysł, żeby fotografować ją na tle zabytków, jak Amelie ogrodowego krasnala. Ale Sofka sama w sobie jest piękna, żadnych zabytków dla zwiększenia jej atrakcyjności nie potrzeba!
Postój w Kaliningradzie był przymusowy (o tym napiszę oddzielnie), ale przekonał nas, że z Sofki w podróży jest kompan doskonały – nie marudzi, ciągle w dobrym humorze, kiedy jest śpiąca to po prostu śpi, nie zwracając uwagi na otoczenie. Zimą problem byłby z karmieniem i przewijaniem, bo trzeba by było szukać ciepłego miejsca. Ale teraz nie ma z tym kłopotu: przewijam Sofulę w wózku, no i przełamałam się z karmieniem - nie należę do matek ochoczo wystawiających cyca. Jeśli jest oddzielne miejsce przeznaczone do karmienia, to do niego idę, ale najczęściej takiego miejsca nie ma, więc opatulam się kocykiem i pod nim karmię Sofkę. Ona wtedy lepiej zasypia, a ja nie zmuszam nikogo do oglądania swoich golizn.
Zdaje się, że najtrudniej poruszać się z wózkiem po… Moskwie. Warszawa jest miastem pod tym względem prawie idealnym. Większości schodów towarzyszy podjazd. Są niskopodłogowe autobusy, równe chodniki. W Kaliningradzie też było nienajgorzej (w porównaniu z Moskwą), ale najbardziej zaskoczyła mnie Praga – niby zabytki, niby kostka brukowa, a okazuje się, że są i podjazdy, i niskie krawężniki i poruszaliśmy się bez szczególnych problemów. Nierówności podłoża były akurat takie, że Sofka idealnie przy nich zasypiała – ukołysana. (Choć może to zasługa nie kostki brukowej, ale czeskiego piwa w matczynym mleku).
Dlatego, pełni optymizmu, snujemy plany pozaeuropejskiej podróży.
Sofka – turystka pełną gębą:
17 lut 2011
O reformach i o Bestii
Oglądam często wiadomości na TVN24 i może dlatego wydawało mi się, że absurd panuje wyłącznie w polskim życiu publicznym. No dobrze, Włosi mają swoje "bunga bunga", innym też zdarzają się pojedyncze wpadki, ale religijny fanatyzm jest wyłącznie naszą domeną. Okazuje się, że nie (i nie wiem, czy to pocieszenie, czy wręcz przeciwnie).
W Rosji Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzić od maja br. elektroniczne karty opieki zdrowotnej zamiast dotychczasowych papierowych polis ubezpieczeniowych. Na takiej karcie znalazłoby sie więcej danych, ogólnie życie stałoby się prostsze, a poza tym to - modernizacja! (zgodnie z wolą panującego "nanoprezydenta")*.
Zdawałoby się (przynajmniej mnie), że wreszcie idzie ku lepszemu. Nie! Cerkiew Prawosławna (w sensie instytucji) otrzymała "setki listów" od wiernych z prośbą, aby zatrzymać wdrożenie kart elektronicznych! Hierarchowie prawosławni zaapelowali do Ministerstwa Zdrowia Rosji, aby uszanowało wolę części swoich obywateli wynikającą z przesłanek religijnych. I podkreślili, że problem totalnej elektronicznej kontroli nad ludźmi to poważny problem. No dobrze, ale jakie są te religijne przesłanki przeciw kartom elektronicznym?
Otóż numer nadany każdej karcie (czyli każdemu jej posiadaczowi) kojarzy się prawosławnym wiernym z Liczbą Bestii z Apokalipsy, z szatanem i Antychrystem. Diabelski numer, diabelska karta opieki
zdrowotnej. Kilka lat temu podobne protesty dotyczyły nadania każdemu numeru podatkowego!
Poraża mnie ten fanatyzm, ta gorliwość w zwalczaniu szatana wszędzie wokół, tylko nie we własnym ogródku. Najczęsciej protestujący to ludzie w podeszłym wieku - skąd mają tyle siły, żeby (jak nasi obrońcy krzyża) sterczeć na chłodzie, krzyczeć, opluwać innych? Czy rzeczywiście mają tyle czasu, że nie wiedzą co z nim zrobić, czy może usiłują w ostatnich latach życia gorliwością zasłużyć sobie na miejsce w niebie?
Tutaj mała dygresja a propos emerytów i czasu wolnego: stoję przy okienku w banku. Ściskam w ręku papiery, bo chcę zrobić przelew, przestępuję nerwowo z nogi na nogę, bo przed bankiem na mrozie zostawiłam Dimuhę i Sofkę. Podbiega staruszka, odpycha mnie od okienka, nerwowo tłumaczy: "diewuszka, diewuszka, ja mam tylko opłaty, tu za telefon, tu za prąd, muszę zrobić opłaty, diewuszka, diewuszka...". Nawet przy tym na mnie nie spojrzała. Wciska te swoje opłaty kasjerce w okienku, która jej na to odpowiada: "Proszę poczekać, mam tu pracę, to potrwa kilka minut". A babula jej na to: "Nie szkodzi, mam czas". - ?!?! Ręce opadają.
* Ta reforma polis ubezpieczeniowych nie jest pozbawiona swoich własnych absurdów. Zresztą, jak większość przeprowadzanych właśnie w Rosji reform wprowadza tylko dodatkowy zamęt, nikt z urzędników nic nie wie i dlatego każdy robi jak uważa. Na własnym przykładzie mogę ten zamęt zilustrować: musiałam zameldować Sofkę w przychodni dziecięcej do końca 2010 roku. W związku z tym, że ja nie mam OMS, a Dimka ma swoje miejsce stałego zameldowania w Udmurtii wykonaliśmy kilka manewrów i otrzymalismy stamtąd OMS dla Sofki. Poszło nadspodziewanie gładko. Idę z polisą do rejonowej przychodni dziecięcej. A tam gławwracz (miłe takie słówko, prawda?) mówi mi: "Ale ta polisa jest ważna tylko do końca tego roku, to nie ma sensu jej w ogóle rejestrować. Proszę odebrać nową polisę i wtedy przyjść". OK, nową polisę z Udmurtii. Znów kilka manewrów i okazuje się, że w związku z reformą polisy są wydawane z datą tylko do końca 2010 roku, a potem i tak są ważne, aż do czasu wprowadzenia nowych polis - kart elektronicznych. OK, tylko dlaczego nikt nam tego wcześniej nie powiedział i dlaczego sami lekarze o tym nie wiedzą? Idę znów do przychodni, zaopatrzona w wydrukowany z internetu odnośny przepis, tym razem gławwracz bez mrugnięcia okiem przyjmuje tę samą polisę i posyła mnie do innego gabinetu, aby dokończyc formalności. W tym innym gabinecie popłoch: ta polisa jest nieważna! (w domyśle: ale nieomylna gławwracz ją podpisała - co robić?!). Pokazuję wydruk. Głębokie ufff... Dziecko pomyślnie zarejestrowane w przychodni.
W Rosji Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzić od maja br. elektroniczne karty opieki zdrowotnej zamiast dotychczasowych papierowych polis ubezpieczeniowych. Na takiej karcie znalazłoby sie więcej danych, ogólnie życie stałoby się prostsze, a poza tym to - modernizacja! (zgodnie z wolą panującego "nanoprezydenta")*.
Zdawałoby się (przynajmniej mnie), że wreszcie idzie ku lepszemu. Nie! Cerkiew Prawosławna (w sensie instytucji) otrzymała "setki listów" od wiernych z prośbą, aby zatrzymać wdrożenie kart elektronicznych! Hierarchowie prawosławni zaapelowali do Ministerstwa Zdrowia Rosji, aby uszanowało wolę części swoich obywateli wynikającą z przesłanek religijnych. I podkreślili, że problem totalnej elektronicznej kontroli nad ludźmi to poważny problem. No dobrze, ale jakie są te religijne przesłanki przeciw kartom elektronicznym?
Otóż numer nadany każdej karcie (czyli każdemu jej posiadaczowi) kojarzy się prawosławnym wiernym z Liczbą Bestii z Apokalipsy, z szatanem i Antychrystem. Diabelski numer, diabelska karta opieki
zdrowotnej. Kilka lat temu podobne protesty dotyczyły nadania każdemu numeru podatkowego!
Poraża mnie ten fanatyzm, ta gorliwość w zwalczaniu szatana wszędzie wokół, tylko nie we własnym ogródku. Najczęsciej protestujący to ludzie w podeszłym wieku - skąd mają tyle siły, żeby (jak nasi obrońcy krzyża) sterczeć na chłodzie, krzyczeć, opluwać innych? Czy rzeczywiście mają tyle czasu, że nie wiedzą co z nim zrobić, czy może usiłują w ostatnich latach życia gorliwością zasłużyć sobie na miejsce w niebie?
Tutaj mała dygresja a propos emerytów i czasu wolnego: stoję przy okienku w banku. Ściskam w ręku papiery, bo chcę zrobić przelew, przestępuję nerwowo z nogi na nogę, bo przed bankiem na mrozie zostawiłam Dimuhę i Sofkę. Podbiega staruszka, odpycha mnie od okienka, nerwowo tłumaczy: "diewuszka, diewuszka, ja mam tylko opłaty, tu za telefon, tu za prąd, muszę zrobić opłaty, diewuszka, diewuszka...". Nawet przy tym na mnie nie spojrzała. Wciska te swoje opłaty kasjerce w okienku, która jej na to odpowiada: "Proszę poczekać, mam tu pracę, to potrwa kilka minut". A babula jej na to: "Nie szkodzi, mam czas". - ?!?! Ręce opadają.
* Ta reforma polis ubezpieczeniowych nie jest pozbawiona swoich własnych absurdów. Zresztą, jak większość przeprowadzanych właśnie w Rosji reform wprowadza tylko dodatkowy zamęt, nikt z urzędników nic nie wie i dlatego każdy robi jak uważa. Na własnym przykładzie mogę ten zamęt zilustrować: musiałam zameldować Sofkę w przychodni dziecięcej do końca 2010 roku. W związku z tym, że ja nie mam OMS, a Dimka ma swoje miejsce stałego zameldowania w Udmurtii wykonaliśmy kilka manewrów i otrzymalismy stamtąd OMS dla Sofki. Poszło nadspodziewanie gładko. Idę z polisą do rejonowej przychodni dziecięcej. A tam gławwracz (miłe takie słówko, prawda?) mówi mi: "Ale ta polisa jest ważna tylko do końca tego roku, to nie ma sensu jej w ogóle rejestrować. Proszę odebrać nową polisę i wtedy przyjść". OK, nową polisę z Udmurtii. Znów kilka manewrów i okazuje się, że w związku z reformą polisy są wydawane z datą tylko do końca 2010 roku, a potem i tak są ważne, aż do czasu wprowadzenia nowych polis - kart elektronicznych. OK, tylko dlaczego nikt nam tego wcześniej nie powiedział i dlaczego sami lekarze o tym nie wiedzą? Idę znów do przychodni, zaopatrzona w wydrukowany z internetu odnośny przepis, tym razem gławwracz bez mrugnięcia okiem przyjmuje tę samą polisę i posyła mnie do innego gabinetu, aby dokończyc formalności. W tym innym gabinecie popłoch: ta polisa jest nieważna! (w domyśle: ale nieomylna gławwracz ją podpisała - co robić?!). Pokazuję wydruk. Głębokie ufff... Dziecko pomyślnie zarejestrowane w przychodni.
9 gru 2010
30 nieprzespanych nocy...
W radiu lecą kolędy, a za oknem lecą płatki śniegu. A raczej panuje śnieżna zadymka. W taką pogodę poszłam dziś z Sofką (po trzydziestej nieprzespanej nocy) do przychodni dziecięcej. Bilans: trzy karmienia, trzy pieluchy, kupa na pleckach i na ubranku. A wynik medyczny: bardzo dobry. Urosła, przytyła i rozwija się świetnie. Na moje pytanie: "czy z główką wszystko w porządku?" (miałam na myśli kształt czaszki) usłyszałam: "Oczywiście, że wszystko w porządku - ma przeciez takie świadome spojrzenie!" Poza tym usłyszałam, żeby koniecznie chodzić z nią na basen oraz żeby w żadnym wypadku nie chodzić z nią na basen... Wniosek z wizyty w przychodni jest taki: małe i kudłate mają lepiej. Gdy Sofka jest bez czapki nikt nie może się jej oprzeć...
Warunki atmosferyczne:
i Sofka - w czapce i bez:
oraz wersji soft i hardcore:
Warunki atmosferyczne:
i Sofka - w czapce i bez:
oraz wersji soft i hardcore:
15 lis 2010
Podziękowania!
Kochani Moskwicz i Denis poświęcili Sofce wpisy na swoich blogach, dedykując jej wiersze, piosenki i składając życzenia. Popłakałam się - to tak wspaniałe, że to wielkie wydarzenie mojego życia nie pozostawiło obojętnymi ludzi z naszego wirtualnego "moskiewskiego gangu".
W imieniu Sofki, Dimuhy oraz własnym dziękuję Wam bardzo!
(A tymczasem mała Sofia zrobiła kupę i śpi smacznie dalej - mam dylemat: budzić i przewijać, czy poczekać aż się tam wszystko ładnie rozmaże aż po samą szyję?)
W imieniu Sofki, Dimuhy oraz własnym dziękuję Wam bardzo!
(A tymczasem mała Sofia zrobiła kupę i śpi smacznie dalej - mam dylemat: budzić i przewijać, czy poczekać aż się tam wszystko ładnie rozmaże aż po samą szyję?)
13 lis 2010
Sofka
10.11.10 pojawiła się na świecie maleńka Sofia Dmitrijewna.
Najlepszy przykład tego, jak udane mogą być polsko-rosyjskie relacje :)
Najlepszy przykład tego, jak udane mogą być polsko-rosyjskie relacje :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

