Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Udmurcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Udmurcja. Pokaż wszystkie posty

23 sie 2010

Sarapul, Iżewsk i język udmurcki

Jeszcze kilka fotografi z Sarapula, miasta, którego nazwa, według najbardziej prawdopodobnej wersji, oznacza „żółta ryba”.


Mieszkańcy Moskwy mają najwyraźniej wiele do zawdzięczenia mieszkańcom Sarapula...


Iżewsk to stolica Udmurcji. Miasto industrialne, słynące z przemysłu metalurgicznego i zbrojeniowego. Zamieszkuje je ponad 600 tysięcy ludzi, jedną trzecią stanowią Udmurci.



Podobno ten zalew (widoczny na zdjęciu powyżej) został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako największy sztuczny zbiornik zbudowany bez użycia maszyn. To znaczy, siłą ludzkich mięśni uzbrojonych w łopaty. Czy to prawda, nie wiem, taką wersję przedstawił nam nasz miejscowy przewodnik (podejrzanie przypominający "prawdziwego" Udmurta).
A na nas największe wrażenie i tak zrobiło iżewskie ZOO - zbudowane w 2009 roku, na wzór zachodni: dużo drewnianych konstrukcji, przestronne i maksymalnie przypominające warunki naturalne woliery dla zwierząt, dużo atrakcji, czysto i estetycznie.

A jako że w Udmurcji funkcjonują dwa języki urzędowe, to i szyldy są najczęsciej w obu językach:

Sarapul

Sarapul. Jak napisał jego badacz Aleksiej Szeptalin, to „rosyjskie miasto o turkijskiej nazwie na ugrofińskiej ziemi”. Właśnie tam spędziliśmy nasz urlop.
Położone na brzegu rzeki Kamy miasto swoje lata świetności ma już za sobą. Niegdyś dynamiczny rozwój – spowodowany korzystnym położeniem na przecięciu szlaków handlowych – dziś typowa rosyjska „głubinka”. Ślady świetności pozostały:


Sarapul leży w Republice Udmurcji. Na próżno szukaliśmy prawdziwych Udmurtów (naród ugrofiński). Jeśli nawet ich spotkaliśmy, to nie rozpoznaliśmy. Pewne podejrzenia były, bowiem Udmurci są rudzi, piegowaci i mają „takie nieuchwytne coś” w twarzy. Parę takich osób widzieliśmy. Ale czy to „nieuchwytne coś” spowodowane było udmurckim pochodzeniem czy czymś innym – trudno powiedzieć.

Uciekaliśmy przed upałem i smogiem. Powietrze było czyste i świeże, ale za upałami wkrótce zatęskniłam. Mieliśmy w planach codzienne moczenie nóg w Kamie, Dimuha wziął ze sobą cały zestaw wędkarski, a tymczasem udało nam się wleźć do wody tylko na jedno popołudnie. Potem nadeszły deszcze i zaczęła się najbrzydsza i najbardziej szara z możliwych pogoda (choć jak głosi hasło reklamowe z moskiewskiego metra: „U prirody niet plohoj pogody”). Ostatni dzień lata nad Kamą:

 


W Udmurcji też płonęły lasy i też była susza. Może ich skutki były mniej odczuwalne niż w Moskwie, a może trafiliśmy już tylko na schyłek tych nieszczęść. Z ust osoby pracującej w nadleśnictwie regionu usłyszałam gorzką i straszną prawdę: pożarów w całej Rosji było znacznie więcej niż podawano w statystykach. Zaniżano je celowo (nie zgłaszając niektórych pożarów). A w czasie, gdy las płonął, to o tym, kto go będzie gasić decydował… przetarg!