- to jedno z haseł, które wykrzyczano dziś na Placu Bołotnym w Moskwie na demonstracji przeciw sfałszowaniu wyborów. Takie demonstracje odbywały się dziś w wielu miastach Rosji, od Władywostoku po Petersburg.
W Moskwie do kilkudziesięciotysięcznego tłumu (zgłoszono 30 tysięcy, ale według różnych danych mogło przyjść nawet 80- 100 tysięcy manifestantów) przemówił Borys Akunin, Leonid Porfiorow, liderzy opozycji, przeczytano na scenie także list od Aleksieja Navalnego (który przebywa w areszcie). Manifestacja przebiegła dość spokojnie, choć hasła i żądania nie pozostawiają złudzeń: Rosja bez Putina, nowe wybory, wypuścić więźniów politycznych. A na koniec podziękowano policji: "Zachowaliście się dziś jak policja w demokratycznym państwie".
Poczytać więcej na ten temat mozna na przykład tutaj. Fotografie ze strony Lenta.ru:
10 gru 2011
9 gru 2011
Desperacja władz
Władze Rosji same zagoniły się w pułapkę. Teraz absurd będzie gonił absurd. 10 grudnia w sobotę ma się odbyć demonstracja opozycji, swój udział zgłosiło już 30 tysięcy osób. W czasie poprzednich trzech demonstracji aresztowanych zostało około tysiąca osób. Może "tandem" myślał, że ludzie się przestraszą. Ale tak się nie stało. Teraz zdesperowani politycy nie wiedzą co robić i popełniają błędy na granicy (a może już poza granicą) śmieszności: wyszło rozporządzenie, zgodnie z którym sobota 10.12 w centralnych dzielnicach Moskwy będzie dniem nauki dla starszych klas. Tego dnia mają odbyć się egzaminy, a dyrekacja szkół ma potwierdzić, że zachowa się zgodnie z rozporządzeniem. Po nauce mają odbyc się spotkania z rodzicami.
Brak słów.
Brak słów.
6 gru 2011
Przesadny optymizm...
Tak, chyba przesadziłam z optymizmem, zwłaszcza gdy pisałam, że władza już wie, że nie da się wszystkich zastraszyć, wsadzić i pobić... Od dwóch dni trwają akcje protestu przeciw fałszerstwom wyborczym, m.in. z żądaniem unieważnienia wyników wyborów w Moskwie. I co? I policja zatrzymała jednego dnia 300 osób, następnego 250. A Jaszyn i Nawalny dostali po 15 dni aresztu. Fatalnie. Choć i tak jestem zdania, że to początek końca ery Putina w Rosji.
5 gru 2011
Wybory, wybory i po wyborach
Nastroje umiarkowanie optymistyczne. Umiarkowanie, bo zwyciężyli ci, co i tak mieli to w planach. Optymistyczne, bo zamiast dotychczasowych ok. 65% w rzeczywistości otrzymali (według sondaży exit-poll) ok. 35% i zafałszowali na końcowe 49%. Piszą o tym m.in. Navalny i Drugoi - dwaj najpopularniejsi blogerzy w Rosji. Drugoi podaje link na filmiki w YouTube pokazujące, jak fałszowano wybory. Można powiedzieć, że naród odniósł zwycięstwo moralne: udało się przełamać pewną tendencję, pokazać, że jednak można wpłynąć na bieg wydarzeń, że władza utraciła poparcie, które w ostatnim czasie wynikało już tylko z ogólnonarodowej apatii. Stało się to bez działań opozycji politycznej, w ogóle bez ruchów politycznych i bez politycznych liderów, to było "oddolne" działanie zwykłych ludzi. Nagle okazało się, że jest ich dużo, że nie da się wszystkich zastraszyć, zamknąć, pobić. Każdy, kto ma telefon i internet może pomóc w prostowaniu wykrzywionej przez oficjalne media rzeczywistości. Zaczęły się pojawiać filmiki-apele, filmiki-protesty (jak choćby słynne nagranie majora Dymowskiego, który powiadomił o nadużyciach w milicji-policji), ruch "Niebieskich wiaderek" (przeciw nielegalnemu używaniu migałek na drogach), blogi i portale, tropiące afery, korupcję, nadużycia i przekręty (tu prym wiedzie Navalny).
Miedwiediew i Putin robią dobrą minę do złej gry. Zdaje się, że to dopiero początek ich końca. Może, gdyby Putin nie połaszczył się na kolejną kadencję prezydentury ludzie przyjęli by władzę tandemu spokojniej. Przyssanie się do stołka, stagnacja wynikająca z kontynuacji tej samej polityki od kilkunastu lat - to spowodowało bunt wśród tych, którzy dotąd przyjmowali władzę obojętnie, albo nawet przychylnie.
A jak wyglądały same wybory? Jak farsa. Jak szkolny apel. Moskiewski punkt wyborczy w szkole podstawowej: w hallu odbywa się głosowanie, a w korytarzu bufet i samotny wokalista. W zamyśle organizatorów tego punktu wyborczego miały być na pewno tańce, a co najmniej wspólne śpiewanie i klaskanie, a wyszedł z tego pełen obciach. Mam wrażenie, że "artysta" też był tego świadom. I tak było w każdym punkcie wyborczym, z tego co słyszałam. Bufet plus program kulturalny. Kiedy Dimka oddawał swój cenny głos na konkurentów Partii Cwaniaków i Złodziei, to do mnie podeszła jakaś babuszka i narzekała: "To są wybory? Co to za wybory?! O, kiedyś to były wybory! Była orkiestra, były tańce, każdy tańczył jak mógł, a kobiety jak tańczyły! Orkiestra była! Święto było! A teraz, co to jest?"
Ja też się pytam: co to jest?
Miedwiediew i Putin robią dobrą minę do złej gry. Zdaje się, że to dopiero początek ich końca. Może, gdyby Putin nie połaszczył się na kolejną kadencję prezydentury ludzie przyjęli by władzę tandemu spokojniej. Przyssanie się do stołka, stagnacja wynikająca z kontynuacji tej samej polityki od kilkunastu lat - to spowodowało bunt wśród tych, którzy dotąd przyjmowali władzę obojętnie, albo nawet przychylnie.
A jak wyglądały same wybory? Jak farsa. Jak szkolny apel. Moskiewski punkt wyborczy w szkole podstawowej: w hallu odbywa się głosowanie, a w korytarzu bufet i samotny wokalista. W zamyśle organizatorów tego punktu wyborczego miały być na pewno tańce, a co najmniej wspólne śpiewanie i klaskanie, a wyszedł z tego pełen obciach. Mam wrażenie, że "artysta" też był tego świadom. I tak było w każdym punkcie wyborczym, z tego co słyszałam. Bufet plus program kulturalny. Kiedy Dimka oddawał swój cenny głos na konkurentów Partii Cwaniaków i Złodziei, to do mnie podeszła jakaś babuszka i narzekała: "To są wybory? Co to za wybory?! O, kiedyś to były wybory! Była orkiestra, były tańce, każdy tańczył jak mógł, a kobiety jak tańczyły! Orkiestra była! Święto było! A teraz, co to jest?"
Ja też się pytam: co to jest?
| W oddali widać smętnego śpiewaka |
| Bufet, świąteczne girlandy. Klimaty jak sprzed dwudziestu lat. |
2 gru 2011
Jeszcze raz krótko o wyborach
Taksówkarz, z którym dziś jechałam opowiadał, że widział w TV jakiś sondaż przeprowadzony na ulicach Moskwy: 90 % respondentów powiedziało, że będzie głosować "przeciw Jednej Rosji" (czyli na dowolną inną partię, największe szanse ma "Jabłoko"). Jednocześnie wszyscy oni byli zdania, że Jedna Rosja zwycięży w wyborach. I dodał: "Jak mówił Stalin, nieważne kto głosuje, ważne, kto liczy głosy".
Dimuha też pójdzie spełnić swój obywatelski obowiązek. Już dawno nie widziałam ani u niego, ani u ludzi wokół takiego zaangażowania politycznego. Chyba już wszystkim nadojeło.
Dimuha też pójdzie spełnić swój obywatelski obowiązek. Już dawno nie widziałam ani u niego, ani u ludzi wokół takiego zaangażowania politycznego. Chyba już wszystkim nadojeło.
Wybory do Dumy
4 grudnia odbędą się wybory do Dumy. Jedna Rosja staje na głowie, choć nie wiadomo po co, przecież i tak wszystko jasne. Niestety.
Wieloznaczne hasło (dla polskiego odbiorcy):
Putin walczy z narkotykami:
Wieloznaczne hasło (dla polskiego odbiorcy):
Putin walczy z narkotykami:
Inni też się starają jak mogą:
Tymczasem Navalnyj, Borys Akunin i masa innych osób namawiają do tego, by pójść na wybory i zagłosować przeciw Jednej Rosji. Zająć aktiwnuju grażdanskuju pozicju. My z Dimuhą nie znamy nikogo (NIKOGO!) kto będzie głosować za partią rządzącą.
1 gru 2011
Nie biorą
Zdałam dziś kolejny egzamin, już ostatni. Ufff... Ale ja nie o tym, ja o szatniarkach.
Trzy szatniarki piły herbatę i mojej kurtki nie przyjęły. Kurtek innych doktorantów też nie. Na pytanie naszej koordynatorki, dlaczego nie zostawiliśmy kurtek w szatni odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że panie szatniarki "od doktorantów kurtek nie biorą". Dodałam jeszcze, że kiedy chciałam tam zostawić swego czasu składany wózek dziecięcy, to usłyszałam, że to nie przechowalnia bagażu. Koordynatorka, która niczym z wiatrakami walczy z pozostałościami minionej epoki, poprosiła mnie o napisanie skargi, którą ja z przyjemnością od razu wyprodukowałam. Poszła z nią do dyrekcji, a tam okazało się, że dyrekcja też zmaga sie z szatniarkami, które kurtek nie przyjmują i od wykładowców. I żeby pod moją skargą podpisało się jak najwięcej osób. W rezultacie jeszcze dziesięć podpisów poświadczyło, że nie miałam gdzie zostawić płaszcza i spacerówki.
Nurtuje mnie pytanie: czyje były te kurtki, które wisiały w szatni? Samych szatniarek, ochroniarza, pań z bufetu...?
Trzy szatniarki piły herbatę i mojej kurtki nie przyjęły. Kurtek innych doktorantów też nie. Na pytanie naszej koordynatorki, dlaczego nie zostawiliśmy kurtek w szatni odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że panie szatniarki "od doktorantów kurtek nie biorą". Dodałam jeszcze, że kiedy chciałam tam zostawić swego czasu składany wózek dziecięcy, to usłyszałam, że to nie przechowalnia bagażu. Koordynatorka, która niczym z wiatrakami walczy z pozostałościami minionej epoki, poprosiła mnie o napisanie skargi, którą ja z przyjemnością od razu wyprodukowałam. Poszła z nią do dyrekcji, a tam okazało się, że dyrekcja też zmaga sie z szatniarkami, które kurtek nie przyjmują i od wykładowców. I żeby pod moją skargą podpisało się jak najwięcej osób. W rezultacie jeszcze dziesięć podpisów poświadczyło, że nie miałam gdzie zostawić płaszcza i spacerówki.
Nurtuje mnie pytanie: czyje były te kurtki, które wisiały w szatni? Samych szatniarek, ochroniarza, pań z bufetu...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
